Kupiłem kartę Wi‑Fi za 40 zł i za 120 zł. Tańsza okazała się największym hamulcem mojego internetu
Internet "na papierze" był szybki. Router nowoczesny. A mimo to strony wczytywały się wolniej, niż powinny. Postanowiłem sprawdzić coś, o czym mało kto myśli – kartę sieciową USB. Ten sam komputer, to samo łącze, to samo miejsce w mieszkaniu. Zmieniłem tylko jedno urządzenie. Różnica była szokująca.
W tym artykule
Ten sam internet, dwa zupełnie inne światy
Test wykonałem na własnym połączeniu – bez zmiany operatora, bez restartów sieci, bez kombinowania z ustawieniami. Jedyna różnica? Adapter Wi-Fi USB.
Najpierw popularny, tani model za około 40 zł. Potem wyraźnie droższy – około 120 zł. Oba od tego samego producenta. Teoretycznie: "to tylko karta sieciowa". W praktyce – przepaść.
Test 1: karta Wi-Fi TP-Link Archer T2U Nano za 40 zł
Wyniki:
- Ping: 10 ms
- Pobieranie: 47 Mb/s
- Wysyłanie: 30 Mb/s
Na pierwszy rzut oka wygląda w porządku. Internet działa, filmy się odtwarzają, strony się ładują. Problem w tym, że moje łącze potrafi znacznie więcej – a komputer po prostu nie był w stanie z tego skorzystać.
Test 2: karta Wi-Fi TP-LINK TX20U Plus za 120 zł
Zmiana jednej rzeczy. Ten sam komputer, to samo miejsce.
Wyniki:
- Ping: 14 ms
- Pobieranie: 290 Mb/s
- Wysyłanie: 31 Mb/s
Tak – ponad sześć razy szybciej. Bez zmiany internetu. Bez nowego routera. Bez kontaktu z operatorem.
Dlaczego różnica jest aż tak duża?
To nie przypadek i nie "lepszy dzień internetu".
Tańsza karta TP-Link Archer T2U Nano:
- ma mikroskopijną antenę,
- gorzej radzi sobie z zakłóceniami,
- ogranicza realną prędkość połączenia.
Droższy model TP-LINK TX20U Plus:
- korzysta z nowszego standardu Wi-Fi,
- ma dwie zewnętrzne anteny, które faktycznie działają,
- lepiej utrzymuje stabilność przy wysokich prędkościach.
Efekt? Internet w końcu działa tak, jak powinien.
Różnicę czuć od razu – nie tylko w testach
Po zmianie karty:
- strony otwierają się natychmiast,
- duże pliki pobierają się w kilka sekund,
- wideokonferencje są stabilniejsze,
- streaming w wysokiej jakości przestaje się "buforować",
- wieczorne spadki prędkości są znacznie mniejsze.
To jeden z tych upgrade’ów, które realnie poprawiają komfort pracy i rozrywki.
Czy dopłata 80 zł naprawdę ma sens?
Jeśli masz szybkie łącze, pracujesz zdalnie, przesyłasz pliki, oglądasz streaming w wysokiej jakości albo po prostu nie chcesz tracić czasu – tak, zdecydowanie.
Jeśli jednak korzystasz z internetu głównie do podstawowych rzeczy i masz wolniejsze łącze, tańsza karta nadal spełni swoją rolę.
Ale jedno jest pewne: karta Wi-Fi może być największym wąskim gardłem internetu – i mało kto to sprawdza.
Wniosek po teście
Ten test uświadomił mi jedną rzecz: nie zawsze winny jest operator, router czy "słaby zasięg". Czasem problemem jest mały, niepozorny adapter USB za kilkadziesiąt złotych.
Zmiana karty sieciowej sprawiła, że mój komputer w końcu wykorzystał pełny potencjał łącza. Bez abonamentu, bez umów, bez nerwów.
Czasem wystarczy jedna decyzja sprzętowa, żeby internet przestał być irytujący.