SprzętKupiłem kartę Wi-Fi za 40 zł i za 120 zł. Tańsza okazała się największym hamulcem mojego internetu

Kupiłem kartę Wi‑Fi za 40 zł i za 120 zł. Tańsza okazała się największym hamulcem mojego internetu

Internet "na papierze" był szybki. Router nowoczesny. A mimo to strony wczytywały się wolniej, niż powinny. Postanowiłem sprawdzić coś, o czym mało kto myśli – kartę sieciową USB. Ten sam komputer, to samo łącze, to samo miejsce w mieszkaniu. Zmieniłem tylko jedno urządzenie. Różnica była szokująca.

Karta sieciowa TP-LINK TX20U Plus
Karta sieciowa TP-LINK TX20U Plus
Źródło zdjęć: © Licencjodawca | Robert Sroka

Ten sam internet, dwa zupełnie inne światy

Test wykonałem na własnym połączeniu – bez zmiany operatora, bez restartów sieci, bez kombinowania z ustawieniami. Jedyna różnica? Adapter Wi-Fi USB.


Najpierw popularny, tani model za około 40 zł. Potem wyraźnie droższy – około 120 zł. Oba od tego samego producenta. Teoretycznie: "to tylko karta sieciowa". W praktyce – przepaść.

Test 1: karta Wi-Fi TP-Link Archer T2U Nano za 40 zł

Wyniki:

  • Ping: 10 ms
  • Pobieranie: 47 Mb/s
  • Wysyłanie: 30 Mb/s

Na pierwszy rzut oka wygląda w porządku. Internet działa, filmy się odtwarzają, strony się ładują. Problem w tym, że moje łącze potrafi znacznie więcej – a komputer po prostu nie był w stanie z tego skorzystać.

Karta sieciowa TP-LINK TX20U Plus
Karta sieciowa TP-LINK TX20U Plus© Licencjodawca | Robert Sroka

Test 2: karta Wi-Fi TP-LINK TX20U Plus za 120 zł

Zmiana jednej rzeczy. Ten sam komputer, to samo miejsce.


Wyniki:

  • Ping: 14 ms
  • Pobieranie: 290 Mb/s
  • Wysyłanie: 31 Mb/s

Tak – ponad sześć razy szybciej. Bez zmiany internetu. Bez nowego routera. Bez kontaktu z operatorem.

TP-LINK TX20U Plus
TP-LINK TX20U Plus© Licencjodawca | Robert Sroka

Dlaczego różnica jest aż tak duża?

To nie przypadek i nie "lepszy dzień internetu".


Tańsza karta TP-Link Archer T2U Nano:

  • ma mikroskopijną antenę,
  • gorzej radzi sobie z zakłóceniami,
  • ogranicza realną prędkość połączenia.

Droższy model TP-LINK TX20U Plus:

  • korzysta z nowszego standardu Wi-Fi,
  • ma dwie zewnętrzne anteny, które faktycznie działają,
  • lepiej utrzymuje stabilność przy wysokich prędkościach.

Efekt? Internet w końcu działa tak, jak powinien.

Różnicę czuć od razu – nie tylko w testach

Po zmianie karty:

  • strony otwierają się natychmiast,
  • duże pliki pobierają się w kilka sekund,
  • wideokonferencje są stabilniejsze,
  • streaming w wysokiej jakości przestaje się "buforować",
  • wieczorne spadki prędkości są znacznie mniejsze.

To jeden z tych upgrade’ów, które realnie poprawiają komfort pracy i rozrywki.

Czy dopłata 80 zł naprawdę ma sens?

Jeśli masz szybkie łącze, pracujesz zdalnie, przesyłasz pliki, oglądasz streaming w wysokiej jakości albo po prostu nie chcesz tracić czasu – tak, zdecydowanie.


Jeśli jednak korzystasz z internetu głównie do podstawowych rzeczy i masz wolniejsze łącze, tańsza karta nadal spełni swoją rolę.


Ale jedno jest pewne: karta Wi-Fi może być największym wąskim gardłem internetu – i mało kto to sprawdza.

TP-LINK TX20U Plus
TP-LINK TX20U Plus© Licencjodawca | Robert Sroka

Wniosek po teście

Ten test uświadomił mi jedną rzecz: nie zawsze winny jest operator, router czy "słaby zasięg". Czasem problemem jest mały, niepozorny adapter USB za kilkadziesiąt złotych.


Zmiana karty sieciowej sprawiła, że mój komputer w końcu wykorzystał pełny potencjał łącza. Bez abonamentu, bez umów, bez nerwów.


Czasem wystarczy jedna decyzja sprzętowa, żeby internet przestał być irytujący.

Wybrane dla Ciebie